Jak zacząć malować akwarelami?

Akwarele towarzyszą mi od ponad pół roku, choć poznałam je dużo wcześniej. Jak zaczęłam swoją przygodę? Dlaczego tak bardzo mi przypadła do gustu ta technika? Co należy zrobić, aby zacząć? Dzisiaj postaram się odpowiedzieć na te pytania.

 

Kilka słów wstępu…

Technika malowania akwarelami znana już była w starożytności. Z tego, co się dowiedziałam, w Egipcie ozdabiano nią papirusy, natomiast na Dalekim Wschodzie – wachlarze i parawany. Od XVIII wieku zaczęła rozpowszechniać się w Europie. Do jednych z najbardziej popularnych akwarelistów możemy zaliczyć Vincenta Van Gogha, który wykonał 150 prac tą techniką. W przypadku polskich artystów warto wymienić Juliana Fałata.

Uznawana jest za jedną z tańszych, ale jednocześnie najtrudniejszych technik, ponieważ łatwo o popełnienie błędu, którego prawdopodobnie nie będzie można skorygować. W przeciwieństwie do innych farb, nie można nią zapigmentować lub zakryć namalowanego fragmentu. Dodatkowo trudno przewidzieć, jak zachowa się woda i połączona z nią farba na kartce papieru.

 

Moja przygoda z akwarelami…

Trudno mi ocenić, kiedy po raz pierwszy zetknęłam się z tą techniką. Może w podstawówce, może wcześniej. Pamiętam jednak swoje pierwsze poważniejsze prace, które namalowałam podczas zajęć plastycznych w gimnazjum. Była to ciemnoróżowa róża na zgniłozielonym tle. Pewnie znalazłabym ją jeszcze w rodzinnym domu w jednej z teczek. Spędziłam nad nią kilka godzin, dopracowując szczegóły. Gdy po latach na nią spojrzałam, miałam wrażenie, że kwiat jest… mechaty. Taki efekt dawało zastosowane przeze mnie rozmycie. Później jednak odstawiłam tę technikę na bok i zajęłam się innymi rzeczami.

Na początku tego roku na trafiłam na wyzwanie Zenji i postanowiła odświeżyć swoje mocno zakurzone już umiejętności. Kupiłam blok akwarelowy i najtańsze akwarele oraz wyczyściłam pędzle. Choć nie ukończyłam zadania, to wykonałam kilka naprawdę ładnych malunków, którymi chętnie się chwalę.

 

Od czego tu zacząć?

Uwielbiam tego typu pytania. Choć jeszcze bardziej rozbraja mnie: „Jak ty znajdujesz na to czas?”. A odpowiedzi są banalne: po prosu znajduję i zaczynam. Nie trzeba mieć wypasionej i bardzo drogiej lustrzanki, aby zacząć robić zdjęcia, prawda? Tak samo jest z blogowaniem, malowaniem, uprawianiem sportu, itp. Najważniejsze, to zwyczajnie zrobić pierwszy krok.

Gdy w styczniu tego roku usiadłam nad kupionym w osiedlowym sklepie z artykułami biurowymi blokiem i farbami, moja wiedza nie była większa, niż te 10 lat temu, gdy stałam przed sztalugą w sali do plastyki. Pamiętałam tylko że jest kilka sposobów nakładania farby. Zamoczyłam więc pędzel… i poszło.

Jak się przygotować?

Obecnie nie pracuję na wymyślnych materiałach. Jedyne, na co kładę nacisk, to dobry papier, ponieważ on rzeczywiście robi różnicę. Zwykle decyduję się na blok firmy Canson (250 g/m2) w formacie A5. Kartki ładnie chłoną pigment i wodę, dzięki czemu powstają ciekawe efekty plam, które tak lubię w akwarelach. Mam zwykłe farby dla dzieci, które można dostać w każdym markecie (np. Astry). Pędzle kupiłam w sklepie plastycznym, ale używam też tych, które dodawane są do zestawów akwarelowych.  Wodę nalewam do starego słoika, a pod ręką mam zawsze ręczniki papierowe, chusteczki lub patyczki do uszu.

Gdy w styczniu szukałam swojego stylu, sięgnęłam też po czarne cienkopisy, ołówki i białe żelopisy. Lubię sobie najpierw naszkicować to, co chcę namalować, ponieważ później jest mi zwyczajniej łatwiej. Czarnych cienkopisów (najczęściej kreślarskich wodoodpornych) używam do obrysowywania konturów i kreskowania. Białe natomiast (Sakura Gelly Roll 08) służą mi do robienia wykończeń, np. błysku w oku postaci.

Dlaczego warto spróbować?

Moje rysunki są proste, często lekko schematyczne. Nie próbuję malować realistycznie, ponieważ wolę bawić się kolorami i nadawać malowanym postaciom lekko bajowego charakteru. Tu błysku w oku, tu szelmowski uśmiech, tutaj jaskraworóżowy kolor piór lub włosów. Wolę wychodzić poza ramy i po prostu dać upust wyobraźni. Malowanie akwarelami jest moją chwilą relaksu. Włączam sobie ulubiony film (ostatnio horrory, nie wiem dlaczego…), wyciągam wszystkie szpargały, siadam wygodnie w fotelu i po prostu się bawię. Czuję się wtedy, jakbym tworzyła własną kolorowankę.

Ta technika może i jest trudna, ale daje naprawdę dużo możliwości. Warto poobserwować, jak zachowuje się farba w zetknięciu z wodą i kartką, jak papier chłonie pigment, jakie sposoby nakładania kolorów można zastosować.

Moja rada? Nie podchodź zbyt poważnie do malowania. Baw się tym i eksperymentuj. Z czasem wypracujesz swój styl i będziesz doskonale wiedział, co Ci się podoba.

A Ty miałeś okazję już malować akwarelami? Jeśli tak, to koniecznie podziel się swoimi pracami – chętnie je obejrzę. Jeśli nie, mam nadzieję, że zainspirowałam Cię do spróbowania. Jesienne wieczory idealnie nadają się do próbowania nowych rzeczy 🙂

Będzie mi też bardzo miło, jeśli udostępnisz ten artykuł dalej, aby jak najwięcej osób przekonało się, że warto spróbować tej techniki.

Może Ci się też spodobać: