Jak zaoszczędzić? | Project Life

Niektóre hobby nie należą do najtańszych. Tak też jest w przypadku Project Life i dokumentowania wspomnień. Powstaje zatem pytanie: czy da się na tym zaoszczędzić?

Dokumentowaniem wspomnień zajmuję się od dawna, jednak Project Life odkryłam ponad trzy lata temu. W 2016 roku złożyłam swoje pierwsze zamówienie, a o swoich doświadczeniach opowiedziałam w tym wpisie. Od tego momentu minęło sporo czasu, zmieniło się moje podejście do albumów i zdjęć, ale także do materiałów, które wykorzystuję.

To, co rzuciło mi się w oczy niemal od samego początku, to koszta, z jakimi wiąże się prowadzenie tradycyjnego Project Life w Polsce. Koszulki, gotowe karty i albumy nie należą do najtańszych. O ile, ostatniego produktu nie kupuje się co miesiąc czy trzy, o tyle koszulki schodzą dość szybko. Nie ukrywam, że w skali roku wydatki mogą okazać się dość znaczne.

Nic więc dziwnego, że szukałam alternatyw, próbowałam różnych rozwiązań, które pozwolą mi zaoszczędzić. W końcu kilka lat później mogę podzielić się z Wami moimi faworytami.

1. Segregator zamiast tradycyjnego albumu Project Life

Na to rozwiązanie wpadłam jakieś 1,5 roku temu. Po tym, jak zaczęłam zamawiać koszulki w Family Portraits, zauważyłam, że rozstaw dziurek jest taki sam, jak w tradycyjnych ogólnodostępnych segregatorach. To rozwiązanie nie wypali, jeśli będziemy kupować koszulki Becky Higgins lub innych marek, które tworzą materiały dedykowane oryginalnym albumom. Choć uwielbiam produkty FP, bo uważam, że są naprawdę w dobrych cenach i współpracują z polskimi twórcami, to jeżeli szukamy najtańszej opcji, to polecam konfigurację: ich koszulki + zwykły segregator.

Swoje kupuję w zwykłych papierniczych sklepach lub marketach, a ich koszt to ok. 12 zł. Staram się wybierać takie z największymi ringami, aby starczyły na jak najdłużej. Cały zeszły rok udało mi się zamknąć w jednym albumie, czego nie udało mi się zrobić nigdy do tej pory.

Jeżeli chcecie jeszcze taniej, to można jeszcze zrobić album samodzielnie. Tak, dobrze przeczytaliście. W tym filmie znajdziecie odpowiedź, jak to zrobić.

2. Własnoręcznie robione i drukowane karty

Nie musicie umieć malować czy projektować grafik w specjalnych programach. W Internecie znajdzie mnóstwo darmowych grafik, gotowych pięknych kart do wydruku, a jeżeli założycie konto w Canvie, możecie tworzyć istne cuda. Jedyny koszt, jaki poniesiecie, to własny czas.

Jeżeli szukacie wyjątkowych kart, które możecie za darmo wydrukować i korzystać do woli, to zajrzyjcie koniecznie do zakładki Freebies u Kasi z worqshop. Zresztą, to właśnie od tej uroczej osoby dowiedziałam się o tym całym Projekt Life, więc zna się na rzeczy 😉

Decydując się na skorzystanie z tej opcji, zawsze sięgam po grubszy papier, dzięki czemu karty będą sztywniejsze i po prostu ładniej wyglądały. Jeżeli posiadamy własną drukarkę, to rozwiązanie jest dosłownie na wyciągnięcie ręki.

Od dłuższego czasu chodzi mi po głowie zaprojektowanie własnych kart, dlatego kto wie, może wkrótce w zakładce „Do druku” pojawi się coś nowego?

3. Zwykłe koszulki zamiast kieszonek

Nie chcecie kupować koszulek z kieszonkami, które są tak charakterystyczne dla Project Life? Bardzo dobrym zamiennikiem będą zwykłe koszulki na dokumenty. Ostatnio za 100 sztuk w formacie A5 zapłaciłam 18 zł. Pewnie można jeszcze taniej, choć uważam, że cena i tak jest atrakcyjna. Ja docelowo chcę mieszać zwykłe koszulki z tymi do PL, bo jednak bardzo lubię korzystać z kart.

W koszulkach A5 korzystam z kartek A5, na których drukuję kolaże ze zdjęć. Podczas obróbki fotografii, łączę je od razu tematycznie, np. wyjazdami. Mogę od razu dorobić do nich napisy, zamiast opisywać je ręcznie. Nie wiem, czy zajmuje to więcej czasu – przyznam szczerze, że i tak nadrobienie zaległości z pół roku zajmuje mi kilka dni, więc dodatkowe 2 h nie robią na mnie wrażenia 😉

4. Kupowanie przydasiów w marketach

Czym byłby Project Life bez tych wszystkich przydasiów: tasiemek, naklejek, ozdobnych papierów, stempli, itp.? Cóż, pewnie nadal Project Lifem na zdjęcia, jednak niezaprzeczalne jest to, że te materiały doskonale dopełniają tworzone przez nas albumy. W sklepach dla plastyków lub z produktami do scrapbookingu te rzeczy potrafią dość sporo kosztować. 8 zł za taśmę washi tape? No błagam…

Z tego też powodu rzadko decyduję się na zakupy przydasiów w tego typu punkty. Zawsze jestem jednak czujna, gdy w Biedronce lub Lidlu zbliża się oferta szkolna. Można wtedy kupić cuda za grosze. Dzięki temu uzyskałam niezłą kolekcję naklejek, cienkopisów, dziurkaczy i taśm. Miejcie oczy otwarte!

5. Wywoływanie zdjęć hurtowo lub drukowanie ich samemu

Gdy ktoś mnie pyta, gdzie wywołuję zdjęcia, odpowiadam obecnie, że u mnie w domu, ponieważ wszystkie fotografie wywołuję na swojej drukarce. Jakość mnie zadowala, a bardzo dużo zależy od samemu papieru fotograficznego, który zamawiam w internecie w większych ilościach. Wciąż szukam dobrego papieru matowego, ponieważ zdecydowanie go najbardziej lubię. Jeżeli jednak ktoś nie ma drukarki, zdecydowanie polecam wywoływanie zdjęć hurtowo w Empiku. W zależności od tego, ile zdjęć będziecie chcieli wysłać do fotolabu, koszt jednej odbitki będzie się zmieniał. Przykładowo za 49 matowe zapłaciłabym 19,11 zł (39gr/szt), natomiast za 50 sztuk – 14, 50 zł (29gr/szt). Jest różnica, prawda? A to zaledwie jedno zdjęcie więcej.

Podsumowując, w ostatnim pół roku na materiały do mojego albumu Project wydałam około 50 zł – głównie na segregator, papier na karty i papier fotograficzny. Mam duży zapas ozdobnych kartek, naklejek, elementów do dekoracji, koszulek. Gdybym chciała się uprzeć, to na tym, co mam, dociągnęłabym do końca roku 2019. Zresztą, obiecałam sobie, że nie będę już w najbliższym czasie wydawać na materiały, bo mam ich bardzo dużo i troszkę zagracam sobie warsztat 😉

A jaki Wy macie sposób na oszczędzanie na Project Life lub albumach? W jaki sposób dokumentujecie codzienność? Dajcie znać w komentarzach.

Może Ci się też spodobać: