O sukcesach, porażkach i zmianach, czyli podsumowanie 2020

Po dłuższej przerwie chciałabym z Tobą podsumować ostatnie 12 miesięcy 2020 roku i powiedzieć co nieco o planach na 2021. Weź kubek gorącej herbaty, rozsiądź się i miłego czytania!

Jaki był rok 2020 każdy chyba wie. Był zdecydowanie trudny i dokonał przewrotu w naszych życiach o 180 stopni. Na podstawie moich (i tylko moich) doświadczeń nie mogę jednak stwierdzić, że był najgorszy. Wydarzyło się wiele dobrego, przyszło kilka zmian i planów na przyszłość. Dzisiaj chciałabym Ci o nich opowiedzieć.

FELERNY POCZĄTEK 2020 ROKU I PRZYMUSOWA ZMIANA PLANÓW…

Ogólnie mój rok 2020 nie zaczął się najlepiej. W sylwestra zamiast grać w planszówki, walczyłam z chorobą i odwodnieniem. Zamiast cieszyć się długim urlopem przez pierwsze kilka dni nowego urlopu, dochodziłam do siebie, irytując się brakiem energii. Potem jednak stwierdziłam, że gorzej być nie może i postanowiłam ruszyć z kopyta. Chodziłam na basen i siłownię (nie z powodu postanowień noworocznych, żeby było jasne), planowałam strategię na blog. Szło mi całkiem nieźle, aż w końcu pod koniec lutego wszystko zaczęło znowu „siadać”.

Miałam zaplanowaną audycję w radiowej „Czwórce” (o mojej poprzedniej wizycie możesz przeczytać w tym wpisie), jednak znowu dopadło mnie sezonowe choróbsko. Pierwotnie tylko opóźniło moją wizytę na 13 marca, więc skupiłam się na jak najszybszym dojściu do siebie i planowaniu tutorialu, który wykonam.

Domyślasz się pewnie jednak, co się dalej wydarzyło. Na tydzień przed moją wizytą (wciąż ciągająca nosem, ale pełna determinacji) zaczęto głośno mówić o pierwszym przypadku koronawirusa w Polsce. Do ostatniej chwili nie odwoływałam wizyty, jednak ostatecznie 3 dni przed audycją musiałam z przykrością poinformować, że się nie zjawię. Dobrze się stało, bo 12 marca ogłoszono narodowy lockdown.

POCZĄTEK PANDEMII I RADZENIE SOBIE Z RZECZYWISTOŚCIĄ…

Przez pierwsze dni czułam się w jakimś Matriksie. Nie wiedziałam do końca, co się właściwie dzieje, co mam robić, co czuć. Ba! Nawet zakupy spożywcze okazały się wyzwaniem, a papier toaletowy i środki dezynfekujące stały się towarem ekskluzywnym.

Próbując oderwać myśli i zrobić coś innego, poza oglądaniem seriali na kanapie (podawanym w bardzo dużych dawkach), szukałam nowych odstresowywaczy. I w ten sposób zaczęłam swoją przygodę z gliną samoutwardzalną, która z czasem przerodziła się w miłość i zaowocowała powstaniem moich autorskich doniczek #poprostuGlinianki.

Spontanicznie narysowałam też lisie kolorowanki – trochę dla siebie, jednak postanowiłam udostępnić je na blogu. Stwierdziłam, że może kogoś odprężą i niezmiernie mnie cieszy, że tak przypadły do gustu moim czytelnikom i obserwatorom. Są one do pobrania za darmo, więc jeżeli masz ochotę posiedzieć z kredkami, gorąco zachęcam 🙂

Nie będę ukrywać – pierwszy miesiąc był zdecydowanie najgorszy i pomimo przebłysków chęci do działania, większość czasu skupiałam się na pielęgnowaniu prokrastynacji. I zajadaniu stresu 🤦‍♀️ W końcu jednak powiedziałam sobie dość i przeszliśmy z mężem na tryb planowania posiłków, który stosujemy do dziś. Dzięki temu nasza dieta jest zdecydowanie lepsza i rzadziej mamy problemy z tym, co by zjeść na obiad. Pomaga nam w tym planer posiłków, który zaprojektowałam dla nas i podzieliłam się nim na blogu.

Zmiana taktyki…

Wraz z mężem należeliśmy (i nadal należymy) do grona osób, które maksymalnie ograniczyły kontakty z innymi i zastosowały izolację. Na palcach obu rąk mogę wymienić spotkania z innymi ludźmi w ciągu 2020. Pomimo tęsknoty, z każdym miesiącem było łatwiej. Zwłaszcza, gdy mogliśmy już wyruszać na wycieczki rowerowe, dzięki którym w okresie kwiecień-sierpień zrobiliśmy z Szarookim prawie 800 kilometrów. Jestem z nas dumna i nie mogę doczekać się rozpoczęcia sezonu.

Blogowo starałam się publikować więcej, jednak nadal czułam, że czegoś mi brakuje (poza siłami do pracy). W końcu w czerwcu zamówiłam tło fotograficzne ze statywem, rozstawiłam swoje małe studio i zaczęłam nagrywać materiały na Youtube pierwszy raz od lutego.

Filmy zaczęły się pojawiać regularnie, aż w końcu podjęłam decyzję, że na kanale będzie skupiona moja działalność. Blog poszedł w odstawkę, jednak nadal dobrze sobie radził i nie chciałam z niego rezygnować. Po prostu chwilowo nie miałam pomysłów, jaką funkcję mógłby pełnić.

Co nie wyszło w 2020, a za co jestem wdzięczna?

Poza odwołaną audycją w „Czwórce”, nie udało mi się zrealizować wielu projektów, które sobie założyłam. W szczególności odczułam to w grudniu, gdy pomimo dobrze zaplanowanej strategii, nie udało mi się nagrać i opublikować wielu materiałów. A to wszystko przez „awarię” nadgarstka, która uziemiła mnie z pracami na prawie miesiąc. Musiałam chodzić w ortezie (zresztą – nadal zakładam ją, gdy muszę zrobić coś bardziej angażującego), a to wszystko wydarzyło się tak naprawdę z dnia na dzień. Byłam zła i sfrustrowana, bo proste czynności stanowiły problem i sprawiały mi ból. Ze smutkiem zrezygnowałam nawet ze świątecznego bingo, bo nie miałam ani siły, ani nastroju. Nie chciałam też niczego udawać, więc zdecydowałam się po prostu przestać, a niezrealizowane pomysły przerzucić na następny rok.

Jak wspomniałam na początku, 2020 był trudny, ale nie określiłabym go jako „najgorszego roku w moim życiu”. Wydarzyło się wiele dobrego:

  • zrealizowałam kilka naprawdę fajnych projektów, m.in. zaczęłam rysować portrety i notatki wizualne;
  • zaczęłam rozkręcać kanał na Youtube, dzięki czemu zdobyłam 500 nowych subskrybentów, czas oglądania wzrósł o 90%, a liczba wyświetleń o prawie 70%;
  • jeszcze bardziej wkręciłam się w tworzenie domowej dżungli, dzięki czemu w mojej działalności internetowej również zaczęłam mówić o swojej pasji;
  • pomimo braku możliwości spotkań na żywo, część znajomości mi się pozacieśniało i jestem za nie ogromnie wdzięczna – moje kontakty z rodziną nigdy nie były tak bliskie (a zawsze byliśmy zżyci);
  • nauczyłam się wielu nowych rzeczy – w tym 3 nowych technik DIY, o których wkrótce Wam opowiem więcej;
  • nawet z moich perypetii zdrowotnych wyszło coś dobrego, ponieważ w końcu wiem, co mi dolega i co powinnam robić.

Plany na 2021…

W 2021 chcę postawić na naukę i rozwijanie swojej wiedzy oraz umiejętności w kontekście prowadzenia własnych kanałów w SM. To oznacza dla mnie kursy i dużo ćwiczeń. Nadal największa uwaga skupiona będzie wokół kanału na Youtube, jednak zależy mi też na rozwijaniu swojego profilu na Instagramie. Szukam na niego pomysłu i mam nadzieję, że wyklaruje się w najbliższych miesiącach.

Chcę również ulepszyć swój blog, by stał się wizytówką mojej działalności. Wpisy nie będą się pojawiać w określonych dniach, często nawet nie raz w tygodniu. Chcę jednak, by stanowiły opcję dla osób, które z różnych przyczyn nie mogą (lub nie chcą) w pełni korzystać z moich filmów na kanale i wolą poczytać.

Będą też na pewno pojawiać się nowe darmowe materiały druku, a i planuję raz na jakiś czas prowadzić live’y na Facebooku i Instagramie.

>> Obejrzyj również:

Ufff, tyle ode mnie. Cieszę się, że mogłam porozmawiać z Tobą o moim roku. Teraz Twoja kolej – jak oceniasz 2020? Daj mi znać w komentarzu.